"Jeżeli chcemy mieć społeczeństwo, które będzie szanować polską tradycję narodową, ono musi mieć przekonanie, że ta tradycja w ogóle istnieje, musi wiedzieć, że istnieją rzeczy, o których nie słychać w telewizji, o których się nie pisze w prasie, których nie ma na żadnej liście lektur i że to czego nie ma jest wartościowe" - powiedział prof. Andrzej Waśko w czasie debaty o sarmatyzmie. Nie zabrakło odniesień do współczesności i obecnego "salonu". 
"Między michnikowszczyzną początku lat 90. a tym co ją tworzy obecnie jest taka różnica jak między obiadami czwartkowymi u Stanisława Augusta Poniatowskiego a ludźmi, którzy na herbatkę do generałowej Zajączkowej przychodzili. To jest totalna degeneracja. Podstawą intelektualną tej formacji to już nie jest Kołakowski, tylko "Kod Leonarda da Vinci" To nie jest żadna oferta" - mówił m.in. red. Rafał Ziemkiewicz.
Kolejne spotkanie Rzeczy Wspólnych było poświęcone „Nie-bajkom” Henryka Rzewuskiego, zapomnianej książce, a jednak niezwykłej, jak powiedział red. naczelny czasopisma republikańskiego Bartomiej Radziejewski, „będącej próbą reinterpetacji sarmatyzmu w duchu romantycznym”, ale w rzeczywistości pozaborowej.
Gości spotkania byli: dr Iwona Węgrzyn, redaktor wydania „Nie-bajek”, prof. Andrzej Waśko, literaturoznawca, Jacek Komuda, autor książek historycznych i z gatunku fantasy oraz Rafał Ziemkiewicz, pisarz i publicysta.
"Sarmatyzm może być rozumiany na dwa sposoby: jako kultura szlachty polskiej oraz jako projekt nowego narodu politycznego, który miał powstać po Unii Lubelskiej, wyrastającego ze staropolskiej tradycji" – stwierdził na wstępie Radziejewski. – Z jednej strony w „Nie-bajkach” jest pochwała sarmatyzmu jako kultury, ale z drugiej strony jest konstatacja, że to wszystko nie może istnieć bez wolnej Polski”. Jest to ciekawe, tym bardziej, że Rzewuski uważał, że Polski już nie będzie, sam był zwolennikiem podporządkowania się Rosji. Trzeba pamiętać, że Henryk Rzewuski w latach 50. XIX w. był urzędnikiem do specjalnych poruczeń namiestnika carskiego Paskiewicza. Prof. Waśko podkreślił, że jest to chyba pierwsze spotkanie publiczne dotyczące utworu Henryka Rzewuskiego od kontraktów kijowskich w 1846 roku, podczas których Rzewuski czytał z rękopisu fragmenty swojej powieści „Listopad”. Dodał, że 30 lat temu Wojciech Krasiński nazwał Rzewuskiego jakobinem prawicy. Niektóre książki tego pisarza nie były wznawiane od XIX wieku albo są rzadko wznawiane. Odpowiadając na pytanie o paradoks pesymizmu Rzewuskiego i jego twórczości, która jest hymnem pochwalnym na cześć polskiej kultury przedoświeceniowej, prof. Waśko powiedział: „Był autorem głośnych formuł, że Polska jest już zwłokami, które są toczone przez robactwo rozmaitych lóż masońskich, ruchów rewolucyjnych, że więcej nie powstanie z grobu, to powiedział w „Mieszaninach obyczajowych”, ale jednocześnie był przyjacielem Mickiewicza, człowiekiem epoki romantyzmu, wierzył w to, w co wierzyła cała epoka – że narody są wytworem kreacji boskiej. To przekonanie jest ważniejsze niż te objawy zwątpienia. Bóg z gliny lepi ludzi, a z ludzi lepi narody słowem politycznym. Jeśli więc narody są tworem boskim, to znaczy, że nie są śmiertelne. Stąd ten paradoks, że człowiek, który zdradzał, był jednocześnie pisarzem i działał tak, jakby ten naród miał istnieć i kiedyś się odrodzić”.
„My nie mamy świadomości istnienia wielu elementów polskiego dziedzictwa literackiego" - powiedział profesor - "dlatego, że nie dokonaliśmy pracy udokumentowania i przypomnienia tego dziedzictwa, w przeciwieństwie do Francuzów, Niemców, którzy udokumentowali swoje dziedzictwo narodowe". "Te „Nie-bajki”, które tutaj zostały wznowione były zagrożone fizycznym zniknięciem, bo istniało tylko jedno, pierwsze wydanie z 1857 roku z Petersburga i gdyby pani doktor nie zechciała tego wznowić, to pewnie kwaśny papier mógłby zagrozić samemu istnieniu tego tomiku". "Jeżeli chcemy mieć społeczeństwo, które będzie szanować polską tradycję narodową, to ono musi mieć przekonanie, że ta tradycja w ogóle istnieje, musi wiedzieć, że istnieją rzeczy, o których nie słychać w telewizji, o których się nie pisze w prasie, których nie ma na żadnej liście lektur i że to czego nie ma jest wartościowe czy skłaniające do namysłu". "Od połowy XVIII wieku polskie życie kulturalne, społeczne i polityczne kreci się w rytmie błędnego koła [nawiązując do obrazu Jacka Malczewskiego]. Kiedyś Polacy popełnili błąd dzieląc polską kulturę i społeczeństwo na dwa obozy: obóz sarmacki, tradycjonalistyczny i obóz cudzoziemszczyzny czy modernizacji kulturowej, i ten podział odnawia się w wielu różnych epokach, pojawia się jako istotny element współczesności”. Prof. Waśko przytoczył fragment „Nie-bajek”, który zapamiętał z pierwszej lektury tego utworu – wstęp, który jest realistycznym spojrzeniem na salony krakowskie roku 1812: „Trudno było znaleźć towarzystwo lepiej dobrane, kobiety były piękne i starannie wychowane, obywatele gościnni, poważni, młodzież waleczna i obyczajna, uczeni towarzyscy i bez pedantyzmu, urzędnicy ludzie dostatni, dobrze urodzeni, służyli dla wywiązania się z obowiązków obywatelstwa, a nie dla chleba, Xięża pobożni bez fanatyzmu”. „My dzisiaj nie mamy takiego salonu” – dopowiedział prof. Waśko. - „My dziś nie mamy takiej elity intelektualnej i społecznej, która z jednej strony byłaby taka, jak ta scharakteryzowana przez Rzewuskiego, a z drugiej strony nie byłaby oderwana od sarmatyzmu, od tej Polski, którą dziś nazywa się różnie – moherem, obciachem, ciemnogrodem. To błędne koło polega na tym, że polska elita odrywa się od pnia polskiej tradycji. Powinniśmy na nowo zjednoczyć te dwa rozdzielone nurty polskiej kultury, te dwa sposoby myślenia, stworzyć jakiś salon sarmacki. (..) Naszym zadaniem, zadaniem tego pokolenia jest odtworzenie tej prawdziwej polskiej elity, która nie będzie się odwracać plecami od Polski czyli od sarmatyzmu, od sarmatyzmu czyli od Polski” - dodał prof. Waśko. Dr Iwona Węgrzyn przybliżyła postać Henryka Rzewuskiego i jednocześnie gatunku gawędy jako zapisu literatury mówionej.
W przeciwieństwie do „Pamiątek Soplicy” (najbardziej znanego utworu Rzewuskiego) – powiedziała dr Węgrzyn – które są opowieściami snutymi w obozach konfederackich, gdzieś na wojnach, na ucztach, „Nie-bajki” mają wymiar kultury salonu dworkowego. „Nie-bajki” - dodała - niemal nie funkcjonowały w literaturze polskiej, ponieważ ich autor naraził się opinii publicznej obrazoburczymi opiniami. "W 1841 roku ten szanowany, wielbiony autor "Pamiątek Soplicy" wydaje "Mieszaniny obyczajowe" [podpisuje je jako Jarosz Beyła - ten który mąci, bełta]. Zadaje tam kilka fundamentalnych pytań: Co to znaczy polskość? Jak budować polskość po oświeceniu? Oświeceniu, które, jego zdaniem, zniszczyło prawdziwy wymiar polskości charakterystyczny dla szlacheckiego partykularza. Czy liderami tego nowego świata mają być ludzie wychowani w oświeconych szkołach czy trzeba szukać i odbudowywać dawną tradycję? "Mieszaniny obyczajowe" zabiły Rzewuskiego jako pisarza. Żadna z późniejszych powieści, ani świetny "Listopad" ani wybitne "Pamiętniki Bartłomieja Michałowskiego" nie przywróciły rzeczywistej rangi tego pisarza". "Jeżeli będą Państwo czytali "Nie-bajki", to chciałabym prosić, żebyście sobie wyobrazili ubranego w kontusz i berlacze pana hrabiego, który czaruje słowem i opowiada".
Rafał Ziemkiewicz określił salon jako wynalazek z gruntu wrogi sarmatyzmowi, który zakładał strukturę sieciową dworków szlacheckich, miasto było obce duchowi sarmackiemu. Jeśli chodzi o Henryka Rzewuskiego, powiedział, że pisarz nie tylko naraził się swoją publicystyką, ale był renegatem, zdrajcą, redaktorem prasy gadzinowej (chodzi o "Dziennik Warszawski"), kolaborantem władzy jawnie okupacyjnej, było to przecież po powstaniu listopadowym, kiedy ślady polskości niszczono. "Trudno się więc dziwić współczesnym, że go tak odbierali. Oczywiście, to jest wielka strata dla polskiej kultury, że on nie zajmuje w niej takiego miejsca, jakie powinien zajmować. (..) Jak to się mogło stać, że nie znalazł się w tym samym miejscu co Mickiewicz?" "Myślę - odpowiedział na to pytanie sam Ziemkiewicz - że Henryka Rzewuskiego zgubił nadmiar realizmu. Polska to jest taki kraj, gdzie realizm nie działa, gdzie realistom się nie udaje. Udaje się wariatom. Cała nasza historia pokazuje, że tu obowiązuje inna logika niż w innych krajach świata. To znaczy nie popłaca liczenie zamiarów podług sił, tylko wręcz przeciwnie". "Różnie można rozumieć sarmatyzm. (..) Ja patrzę na sarmatyzm jako mesjanizm wolności" - powiedział Ziemkiewicz. - Spójrzmy na dawną Rzeczpospolitą jako na pomysł stworzenia państwa, które miało być państwem nie zogniskowanym wokół narodowości, ale też nie wokół dworu panującego, jak się tworzyły państwa zachodnie, tylko wokół wolności, wokół prawa, wokół idei republikańskiej, która wszystkich obywateli i każdego szlachcica czyniła równego innym szlachcicom". "Wydobycie Rzewuskiego z zapomnienia jest pomysłem wspaniałym. Także dlatego, że stawia pytanie - czy wolność ma sens? Czy idea sarmacka, republikańska ma sens?".
cz. 1 cz. 2
Relacja: Margotte.