Wstrząsające świadectwo i mocna lekcja życia – wyjątkowa oferta na Dzień Świętości Życia

Przez Nadesłane , 24/03/2026 [18:25]

 Dzień Świętości Życia to moment, w którym szczególnie przypominamy sobie o wartości ludzkiego życia. W tym wyjątkowym czasie, 25 marca, kierujemy szczególną uwagę na to, co najważniejsze – wartość każdego ludzkiego istnienia.

Zdjęcie
Moje nawrócenie - książka

Z tej okazji wydawnictwo Biały Kruk przygotowało specjalną promocję książki „Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie” dr.  Johna Bruchalskiego. To wstrząsające, autentyczne świadectwo przemiany, które dotyka najgłębszych pokładów ludzkiego sumienia – świadectwo, którego nie można przemilczeć.

Autor prowadzi czytelnika przez swoją osobistą historię – od udziału w procedurach odbierających życie po moment duchowego i zawodowego przełomu, który całkowicie odmienił jego drogę. To opowieść o odwadze zmierzenia się z prawdą, o bólu sumienia, ale także o nadziei, przebaczeniu i odkryciu nowej misji – służby życiu na każdym jego etapie.

Dlaczego warto sięgnąć po tę wyjątkową książkę?

Odsłania nieznane kulisy współczesnej medycyny – pokazuje realia pracy lekarza w obszarze położnictwa i ginekologii, o których rzadko mówi się publicznie.

Trudne decyzje i ich konsekwencje – autor szczerze opisuje swoje doświadczenia związane z wykonywaniem aborcji oraz moralne dylematy towarzyszące tej praktyce.

Szczegółowy obraz procedur medycznych – książka ukazuje fizyczną i etyczną rzeczywistość życia nienarodzonego dziecka oraz dylematy, z którymi mierzy się lekarz.

Dramat sumienia lekarza – osobiste świadectwo wewnętrznych zmagań i duchowego kryzysu, który prowadzi autora do głębokiej refleksji nad własnym powołaniem.

Moment duchowej przemiany – spotkanie z Jezusem i doświadczenie obecności Maryi podczas pielgrzymek do Guadalupe i Medjugorie, które odmieniły jego życie.

Droga nawrócenia i nowa misja – historia lekarza, który odkrywa sens swojej pracy w służbie życiu i godności każdego człowieka.

Ważne pytania o współczesną medycynę – książka podejmuje temat etyki lekarskiej, odpowiedzialności oraz prawa do życia.

Poruszająca i szczera narracja – to świadectwo, które czyta się jednym tchem i które skłania do głębokiej refleksji nad wartością ludzkiego życia.

Inspiracja do refleksji nad wartością życia

Dzień Świętości Życia to moment szczególnej refleksji, ale też wezwanie do konkretnych działań, dlatego właśnie teraz warto sięgnąć po tę niezwykle ważną książkę „Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie”, która może stać się impulsem do refleksji i ważnej rozmowy w rodzinie, wśród przyjaciół czy w środowisku zawodowym.

Publikacja jest nieocenionym źródłem wiedzy i inspiracji dla wspólnot, grup pro-life, parafii, młodych lekarzy, kobiet i przyszłych matek, a w szerszym wymiarze – dla każdego, kto pragnie zgłębić znaczenie życia, zmierzyć się z jego wyzwaniami i zrozumieć jego niezbywalną wartość od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci.

To prawdziwe przesłanie o świętości i niezbywalnej wartości życia, które porusza serce i skłania do refleksji nad każdym ludzkim istnieniem.

Nie przegap wyjątkowej okazji – zamów książkę już dziś!

Promocja trwa do 29 marca 2026 roku.

 

Dr John Bruchalski „Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie”, wyd. Biały Kruk, 232 str., format 16,5 x 23,5 cm, twarda oprawa. Więcej na https://bialykruk.pl/ksiegarnia/ksiazki/moje-nawrocenie-z-aborcji-na-medycyne-chroniaca-zycie

 

 Dziecko, które nie miało przeżyć. Wstrząsająca historia nawrócenia byłego abortera – rozmowa z dr Agnieszką Kowalczyk, tłumaczką książki „Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie”

Z okazji zbliżającego się Dnia Świętości Życia i uroczystości Zwiastowania Pańskiego połączonej z Duchową Adopcją Dziecka Poczętego prezentujemy wywiad z dr Agnieszką Kowalczyk, tłumaczką książki dr. Johna Bruchalskiego „Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie”. Publikacja ta porusza trudne doświadczenia amerykańskiego lekarza związane z aborcją, decyzje pacjentek oraz refleksję nad wartością życia nienarodzonego dziecka. Przybliża zarówno dramatyczne realia medyczne, jak i duchową przemianę autora, który przeszedł drogę od wykonywania zabiegów aborcji do praktyki medycyny chroniącej życie.

Pierwszy rozdział książki otwiera wstrząsający przypadek dziecka, które miało zostać poddane aborcji poprzez sztuczne wywołanie porodu, a mimo to przeżyło. Czy z etycznego punktu widzenia takie działanie w sytuacji, gdy istnieje szansa przeżycia dziecka, można uznać za dopuszczalne?

To jedna z najbardziej wymownych, a zarazem głęboko symbolicznych scen w autobiografii dr. Johna Bruchalskiego. Aby w pełni zrozumieć jej znaczenie, trzeba jednak osadzić ją w szerszym kontekście opowieści. Oto pamiętnej nocy 1989 r. jako młody rezydent pełnił on dyżur na oddziale położniczym szpitala Norfolk w stanie Wirginia. Wówczas jego pacjentką została kobieta w 22. tygodniu ciąży. Rozpoczęła się akcja porodowa, ale gdyby w tym dniu dziecko przyszło na świat, nie miałoby rozwiniętych płuc i nie przeżyłoby poza organizmem matki, a dla niej najważniejsze było jego dobro. Zgodnie z jej wolą dr Bruchalski zatrzymał akcję porodową, podając lek spowalniający skurcze. Dziecko było bezpieczne, nadal mogło rozwijać się w łonie matki.

W sąsiedniej sali czekała na niego inna pacjentka, także w 22. tygodniu ciąży. Ta jednak nie chciała swojego dziecka. Mówiła, że boi się samotnego macierzyństwa, że nie może pozwolić sobie na przerwanie pracy i zbyt długi pobyt w szpitalu. Miała już za sobą dwie aborcje i gotowa była na to po raz trzeci. W tym momencie dla dr. Bruchalskiego najważniejsze było, jak sam to tłumaczył, dobro pacjentki rozumiane jako spełnienie jej woli. Dlatego też pominął dokładniejszy wywiad medyczny i nie przedstawił jej innych alternatyw postępowania medycznego nastawionych na uratowanie dziecka. Postąpił zgodnie z wolą swej pacjentki i wywołał poród, sądząc, że zakończy się on śmiercią dziecka, które w 22. tygodniu ciąży nie przeżyłoby poza organizmem matki.

I oto w wyniku wywołania skurczów przez podanie oksytocyny dziecko przyszło na świat. Wbrew przewidywaniom dr. Bruchalskiego noworodek żył i oddychał, co oznaczało, że pacjentka była w bardziej zaawansowanej ciąży niż mówiła. Co więcej, okazało się, że dziecko waży powyżej 500 gramów, a w takiej sytuacji ma ponad 20 procent szans na przeżycie poza łonem matki. Doktor wezwał więc lekarzy z oddziału intensywnej terapii noworodków. Natychmiast zjawiła się dr Deborah Plumb, jedna z najlepszych i najzdolniejszych neonatologów w zespole. Od razu podjęła akcję ratunkową. Dziecko zostało zaintubowane, by dostarczyć tlen do jego nierozwiniętych dostatecznie płuc.

Wtedy też John Bruchalski usłyszał od dr Plumb słowa, które głęboko nim wstrząsnęły: „Przestań traktować te dzieci, jakby były guzami. Stać cię na więcej!”. Zszokowany, dopiero po chwili zrozumiał, co to znaczy – przecież traktował te niechciane istoty jak nowotworowe guzy, które trzeba usunąć z ciała pacjentki. Słowa dr Plumb były dla niego niczym grom z jasnego nieba – porażające dla jego sumienia. Tej feralnej nocy miał poczucie, że nie dopełnił swych obowiązków, że nie przeprowadził dostatecznie dokładnego wywiadu medycznego, który wskazałby na to, że ciąża jest bardziej zaawansowana niż stwierdzała pacjentka. Po tym, jak usłyszał, że nie chce ona dziecka, nastawiał się wyłącznie na działania, które miały doprowadzić do jego śmierci. W moim odczuciu było to zachowanie nieetyczne, z czego i on później zdał sobie sprawę.

Fragment ten dotyka etyki lekarskiej i wartości życia nienarodzonego dziecka. Słowa dr Plumb skierowane do Bruchalskiego: „Przestań traktować te dzieci, jakby były guzami” były dla autora przełomowe. Jakie były jego wewnętrzne zmagania?

Bez wątpienia scena ta jest kluczowa dla zrozumienia przemiany wewnętrznej, jaka zaczęła zachodzić w dr. Bruchalskim. Był to jeden z momentów przełomowych w jego duchowej biografii. Sytuacja, w jakiej się znalazł, okazała się bezprecedensowa – w jednej sali, zatrzymując akcję porodową, uratował dziecko przed śmiercią, a zaraz potem, w sali obok, podjął działania, które miały doprowadzić do śmierci innego dziecka, tym razem niechcianego. Ono jednak się urodziło, żyło, oddychało… A dr Plumb uświadomiła Bruchalskiemu, że lekarz ma pod swoją opieką nie jednego, lecz dwoje pacjentów. Tak też brzmiał pierwotny tytuł tej autobiografii w języku angielskim: „Two Patients”  –„Dwoje pacjentów”. Rozmowa z dr Plumb była punktem zwrotnym w jego przemianie. Jej słowa przewartościowały wszystko, w co do tej pory wierzył. Zaczęła do niego docierać prawda, że kobieta w stanie błogosławionym nosi w sobie nie tyle jakiś biologiczny twór, ile małego człowieka, i że to maleństwo, tak jak i jego mama, ma ciało i nieśmiertelną duszę, ma prawo do życia, którym obdarzył je Bóg, że jest ono istotą ludzką powstałą na obraz i podobieństwo Stwórcy. Osobą godną takiej samej uwagi i troski lekarza jak jego mama.

Czwarty rozdział książki w bardzo szczegółowy, wręcz wstrząsający sposób opisuje pierwsze doświadczenie dr. Bruchalskiego z aborcją, oddając rzeczywistość dziecka, którego ciało stopniowo jest niszczone. Czy ten „pierwszy raz”, jak mówi tytuł rozdziału, wywołał u niego jakiś wewnętrzny wstrząs? Czym była dla niego aborcja?

John Bruchalski od dzieciństwa chciał zostać lekarzem, fascynowała go biologia, budowa ludzkiego organizmu i tajemnicze procesy w nim zachodzące. Był bardzo empatyczny, otwarty na ludzi, pragnął nieść pomoc innym i budził ich zaufanie. Już w młodości czuł powołanie do medycyny. Dlatego też podjął studia w tej dziedzinie na Uniwersytecie Południowej Alabamy, uzyskując tytuł doktora w 1987 r. Okres studiów i początki praktyki lekarskiej były jednak dla Bruchalskiego czasem słabnięcia jego wiary i rozluźnienia więzi z Kościołem. Czuł, że oddala się od Boga. Wtedy też stał się zwolennikiem aborcji, którą wykonywał wielokrotnie na życzenie pacjentek, uznając, że czyni to dla ich dobra.

Swoją pierwszą aborcję przeprowadził jako student trzeciego roku medycyny. Do asystowania podczas zabiegu został wytypowany przez dr. Cohena, który był jego profesorem, mentorem, ale też i przyjacielem, wybitnym specjalistą w zakresie ginekologii i położnictwa. Bardzo chciał sprostać wyzwaniu, jakie postawił przed nim jego mistrz. Przed rozpoczęciem aborcji przyszły jednak wątpliwości. Zdał sobie sprawę, że w ciągu kilku minut zatrzyma serce nienarodzonego dziecka, że odbierze mu życie. Odciął się jednak szybko od tego myślenia, pozostawiając Boga poza salą operacyjną. Gdy już było po wszystkim, ogarnęło go dziwne uczucie pustki, którego nie potrafił zrozumieć ani wyrazić. Zagłuszał jednak wyrzuty sumienia. Uważał, że najważniejsze jest to, by ufać pacjentce i pozwolić jej samej decydować o tym, co jest dla niej najważniejsze. Taki był dominujący w ówczesnej medycynie styl myślenia i postępowania, takie też stanowisko prezentował  jego nauczyciel, którego podziwiał i któremu ufał – dr Cohen. John pod wpływem autorytetów ze środowiska naukowego, szanowanych i wybitnych specjalistów w swej dziedzinie, dość szybko zmienił swój światopogląd.

Z czasem aborcja stała się dla niego niejednoznaczną kwestią moralną – trzeba było rozważyć wszystkie „za” i „przeciw” danej sytuacji i podjąć najlepszą decyzję. Taki sposób myślenia, nazwany proporcjonalizmem, wpajano mu już w szkole oraz na zajęciach prowadzonych przez ojców jezuitów w prywatnej katolickiej uczelni Spring Hill College. Proporcjonalizm jako teoria etyczna zakładał, że normy moralne nie mają charakteru absolutnego, należy więc rozważyć wszelkie możliwe skutki dobra i zła wynikające z różnych działań i wybrać te, które przyniosą większe dobro albo mniejsze zło. „Gdy więc w czasie wojny żołnierze wrogiej armii wpadną do twojego domu i przyłożą pistolety do głów twoich bliskich – żony i dzieci, mówiąc, że jeśli wyrzekniesz się Chrystusa, twoja rodzina uniknie śmierci, ty musisz wybrać mniejsze zło – skłamać, by uratować bliskich. Pan Jezus i tak będzie wiedział, że Go miłujesz i uczyniłeś to w dobrej wierze” – taki typ rozumowania właściwy był dla proporcjonalizmu i tego rodzaju pytania stawiano Johnowi w szkole i na studiach, ucząc go, jak iść na kompromis z rzeczywistością. W kolejnych latach doszedł on do przekonania, że aborcję można usprawiedliwić niemal w każdej sytuacji, w jego świadomości przestała być postrzegana jako zło konieczne, a stała się czymś dopuszczalnym, a nawet „pełną empatii” formą „dobrej” medycyny.

Przełom w życiu dr. Bruchalskiego wiąże się z doświadczeniem duchowym w Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe. Tam wydarzyło się coś, czego do dziś nie umie wyjaśnić. Jak pisze autor, wewnątrz siebie usłyszał mocny i wyraźny głos: „Dlaczego Mnie ranisz?”. Czy ta chwila stała się punktem zwrotnym w jego życiu?

John Bruchalski nawet wtedy, gdy wszedł na drogę aborcjonisty, nie wyparł się całkowicie Boga i nie utracił zupełnie wiary, która w jego dzieciństwie była tak żywa i prawdziwa. Została ona zagłuszona i przesłonięta przez zaszczepiane mu nowe ideologie i nurty myślowe – proporcjonalizm, relatywizm myślowy, teologię wyzwolenia, a także przez ludzi, których poglądy uznał za swoje, zwiedziony ich autorytetem i pozycją naukową. Cały czas jednak czuł w sobie jakiś niepokój, jakąś niepewność, która drążyła go od środka i od czasu do czasu dawała o sobie znać.

Ważnym momentem na jego drodze ku nawróceniu stała się podróż z przyjaciółmi do stolicy Meksyku, która przerodziła się w pielgrzymkę do Sanktuarium Matki Bożej z Guadalupe. To miejsce pociągało go i fascynowało od dzieciństwa. Pamiętał dobrze opowieści swoich rodziców o tym, że w tej słynnej meksykańskiej świątyni przechowywany jest liczący ponad 450 lat płaszcz z wizerunkiem Matki Bożej. Przypomniał sobie wtedy historię nawróconego na katolicyzm Azteka Juana Diego, pierwszego właściciela owego płaszcza. Był rok 1531, gdy na wzgórzu Tepeyac ukazała się mu Matka Boża, która wyglądała niczym aztecka księżniczka, a na szyi miała zawieszony krzyż. Przemówiła do Juana w jego ojczystym języku i poleciła mu, by udał się do biskupa i poprosił go o zbudowanie właśnie na tym wzgórzu kaplicy. Juan tak właśnie uczynił, ale biskup mu nie wierzył, domagał się potwierdzenia prawdziwości objawienia. Wtedy też na drodze pobożnego Azteka powtórnie stanęła Matka Boża, która poleciła mu, by zerwał róże z wierzchołka wzgórza i zaniósł je biskupowi. Kiedy rozłożył przed nim swój płaszcz, zwany tilmą, róże rozsypały się na podłogę, odsłaniając na tkaninie święty wizerunek Matki Bożej z Guadalupe.

Ten sam płaszcz z obliczem Maryi miał przed swymi oczami John Bruchalski, gdy nawiedził meksykańską bazylikę. Uderzyła go wyrazistość tego wizerunku, miał wrażenie, że patrzy na prawdziwą postać Matki Bożej, a nie na Jej podobiznę. Pisze w swych wyznaniach, że prastara relikwia lśniła swym blaskiem jakby nietknięta przez czas, a miała przecież ponad 450 lat! Gdy tak stał przed tilmą, ogarnęło go poczucie zdumienia i zachwytu wobec Boga. Usiadł z dala od ludzi i próbował się modlić. Wtedy usłyszał głos dobywający się jakby z jego wnętrza: „Dlaczego Mnie ranisz?”. Nikogo wokół siebie nie dostrzegł, wszyscy trwali zatopieni w cichej modlitwie. Wtedy jeszcze nie dopuścił do siebie myśli, że przemówiła do niego Matka Boża, ta sama, której wizerunek oglądał na płaszczu pierwszego świętego Meksyku. Odtąd te słowa będą żywe w jego umyśle i sercu, będą odzywały się w jego sumieniu, nie będzie mógł o nich zapomnieć.

Kluczowy moment przemiany następuje jednak dopiero w Medziugoriu, gdzie doświadcza bardzo osobistego spotkania z Jezusem i Maryją. Według relacji autora Bóg ujawnił krew maleńkich istot na jego rękach oraz wszystko to, co grzeszne i brudne w nim samym. Od Maryi otrzymał też konkretne wskazania dotyczące jego powołania. W jaki sposób to doświadczenie przełożyło się na jego późniejsze decyzje i praktykę lekarską?

Wszystkie te przeżycia i doświadczenia, które w jakiś sposób otwierały Johna na Boga, stanowiły ogniwa długiego procesu jego duchowego dojrzewania, którego punktem kulminacyjnym stała się właśnie podróż do wioski Medziugorie, leżącej w Bośni i Hercegowinie (w dawnej Jugosławii). Do dziś miejsce to stanowi centrum głębokiej duchowości chrześcijańskiej i kultu maryjnego, gdzie pielgrzymują zwłaszcza pragnący doznać uzdrowienia wewnętrznego. Tam właśnie John Bruchalski wyruszył wraz ze swoją mamą w 1990 r. i tam, na Wzgórzu Objawień, zatopiony w ciemnościach nocy, przeżył ostateczne nawrócenie.

Poczuł wtedy, że nosi w sobie głęboko zakorzeniony grzech, wstyd i poczucie winy. Zrozumiał, że zbytnio zabiegał o uznanie profesorów w swojej dziedzinie, o aprobatę rówieśników i pacjentów, że zbyt mocno zaufał nauce. Kierowała nim pycha, bo jako lekarz miał poczucie władzy nad życiem i śmiercią. Zdał sobie sprawę, że pogwałcił Boskie prawa, że na swych rękach ma krew niewinnych istot i że potrzebuje pomocy Boga. Na Wzgórzu Objawień stanął przed nim sam Chrystus w białej szacie, z ranami na dłoniach i stopach, a potem Jego matka – Maryja. Usłyszał wtedy słowa, które całkowicie zmieniły jego życie i stały się drogowskazem na przyszłość: „Jezus cię kocha, umarł za ciebie na krzyżu i pragnie byś podążał Jego śladem. Bądź najlepszym lekarzem, jakim możesz być; codziennie dostrzegaj biednych i troszcz się o nich; przestrzegaj nauki Chrystusowego Kościoła”. Na Wzgórzu Objawień miłość Boga przezwyciężyła jego grzech. Poczuł, że został uzdrowiony przez Wielkiego Lekarza, jakim jest Chrystus, że Bóg odmienił jego serce.

Wszystko to sprawiło, że zerwał z praktykami godzącymi w życie nienarodzonych i stał się wielkim propagatorem rozwiązań pro-life w medycynie. Ukoronowaniem jego działań było stworzenie w latach 90. centrum ginekologii i położnictwa Tepeyac w Wirginii, które działa po dziś dzień. Nazwa wzięła się od wzgórza Tepeyac w Meksyku, gdzie podczas modlitwy John usłyszał głos Matki Bożej – „Dlaczego mnie ranisz?”. Założony przez niego ośrodek kieruje się zasadami katolickimi i przeznaczony jest dla kobiet w ciąży, także tych mających problemy zdrowotne, materialne i społeczne. Oprócz tego w 2000 r. John Bruchalski powołał do istnienia organizację pro-life Divine Mercy Care – Opieka Bożego Miłosierdzia, która zbiera fundusze na pokrycie kosztów opieki lekarskiej dla ciężarnych pacjentek Tepeyac znajdujących się w trudnej sytuacji finansowej.

Na wszelkie możliwe sposoby dr Bruchalski angażuje się w działania na rzecz ochrony życia w duchu chrześcijańskim. Prowadzi na ten temat wykłady na uniwersytetach, a także podczas konferencji i wydarzeń pro-life w USA i za granicą. Promuje etykę katolicką w medycynie i naturalne metody leczenia niepłodności. Jego działania zostały zauważone i docenione. W 2017 r. otrzymał Europejską Nagrodę „A hero of the life” przyznawaną podczas Forum „One of Us” osobom zaangażowanym w obronę życia poczętego. W 2022 r. natomiast został wyróżniony medalem Evangelium Vitae przez Centrum Etyki i Kultury im. de Nicola Uniwersytetu Notre Dame za wybitne osiągnięcia w dziedzinie ochrony życia.

Jakie jest według Pani najważniejsze przesłanie tej książki dla współczesnego czytelnika?

To opowieść bardzo osobista i poruszająca, która przede wszystkim przynosi nadzieję, uświadamia, że rzeczą ludzką jest błądzić i poszukiwać, ale w każdym momencie naszego życia, także i w tym najciemniejszym, najbardziej bolesnym, obecny jest Bóg, który cały czas na nas czeka. Uobecnia się on w różnych znakach, pragnie, abyśmy Go odszukali, wsłuchali się w Jego głos, otwarli swoje serca na Jego miłość i łaskę. Tak uczynił John Bruchalski – syn marnotrawny XX wieku, który wielokrotnie przekraczał Boskie prawo i miał krew niewinnych dzieci na rękach. Tak sam siebie postrzegał i osądzał, ale nigdy całkowicie nie wyparł się Boga i to go uratowało. Próbował otwierać się na głos Chrystusa, szukać Go w swoim życiu. Gotów był nawet udać się do meksykańskiej Bazyliki Matki Bożej z Guadalupe i na Wzgórze Objawień do jugosłowiańskiego niegdyś Medziugorie. Ta otwartość na Boga i jego poszukiwanie, choćby po omacku, zaowocowały odnalezieniem światła wiary, uzyskaniem przebaczenia i odkryciem sensu istnienia. Historia dr. Bruchalskiego to, jak słusznie zauważyła jego dawna pacjentka i współpracownica Mary Lenaburg, „historia nawrócenia, odkupienia, odnalezionego sensu i misji”. O tym wszystkim właśnie traktuje książka „Moje nawrócenie”.

Czy książka dr. Bruchalskiego może być wartościowa także dla parafii, wspólnot katolickich oraz organizacji pro-life? W jaki sposób może wspierać ich misję w zakresie ochrony życia?

Tak, z pewnością może, a nawet powinna być adresowana zarówno do wspólnot  parafialnych i organizacji katolickich, jak i do wszelkiego rodzaju organizacji pro-life. Książka „Moje nawrócenie” pokazuje bowiem, że działalność na rzecz ochrony życia ma głęboki sens i powinna być ciągle rozwijana także w naszych polskich realiach. Historia dr. Bruchalskiego z pewnością jest inspirująca, przynosi głęboką refleksję nad wartością życia, a zarazem pokazuje, że trzeba podejmować konkretne działania, aby wychodzić temu życiu naprzeciw.

W swojej autobiografii dr Bruchalski pisze, że przez pierwsze dwa lata swojej rezydentury dokonywał aborcji, przerywając też ciąże w przypadku dzieci z zespołem Downa i innymi poważnymi deformacjami, których stan określano jako „nie do pogodzenia z życiem”. On natomiast od czasu swej przemiany widział w każdym dziecku nienarodzonym, tym bardziej obciążonym poważną chorobą, osobę godną miłości i najwyższej troski. Pragnął uprawiać medycynę, która afirmuje życie, zawsze jest aktem miłosierdzia względem drugiego człowieka, nigdy aktem przemocy. Zrozumiał też, że cierpienia nie można pojmować wyłącznie w kategoriach kary czy bolesnej rzeczywistości, której należy za wszelką cenę uniknąć. Uznał, że trzeba zaufać bardziej Bożemu planowi niż ludzkim kalkulacjom.

Najlepszym dowodem wcielania w życie tej postawy jest świadectwo Mary Lenaburg, dawnej pacjentki, a później współpracownicy dr. Bruchalskiego, autorki przedmowy do jego autobiografii. Doświadczyła ona z jego strony ogromnego wsparcia, życzliwości i zrozumienia w najtrudniejszym i najbardziej bolesnym okresie swego życia – gdy przez ponad 20 lat opiekowała się wraz z mężem swoją niepełnosprawną i ciężko chorą córką Courtney. Kiedy Courtney umierała w wieku 22 lat we wrześniu 2014 r., dr Bruchalski był przy chorej i jej rodzinie, pomógł zorganizować domową opiekę hospicyjną, tłumaczył rodzicom, jak wygląda proces umierania, oswajał ich ze śmiercią, ale niósł też duchową pociechę, modlił się razem z nimi, czuwał jako lekarz, przyjaciel i chrześcijanin.

Każdy przypadek jest inny, niejednokrotnie wiąże się z ludzkim dramatem, z koniecznością podejmowania bardzo trudnych decyzji pod względem medycznym i moralnym. Dr Bruchalski miał tego pełną świadomość, ale za każdym razem towarzyszyła mu myśl, że zawsze ludzkie życie ma „swoją wartość i godność, ponieważ zostaliśmy stworzeni na obraz i podobieństwo Boga, kochani przez Niego i odkupieni przez Jego ofiarę na krzyżu. Coś tak cennego i ważnego zasługuje bezsprzecznie na nasz najwyższy szacunek i największą troskę”. I to jest najlepsza lekcja, jaką daje nam dr Bruchalski.

BM

Dr John Bruchalski „Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie”, wyd. Biały Kruk, 232 str., format 16,5 x 23,5 cm, twarda oprawa. Więcej na https://bialykruk.pl/ksiegarnia/ksiazki/moje-nawrocenie-z-aborcji-na-medycyne-chroniaca-zycie